Od pierwszego wejrzenia. Matma nie jest taka zła...
17 lut 16:13, 56 komentarzyObudziłam się o 7.30. Znowu zaspałam, a przecież pierwsza matma. Wypadłam pędem z domu. Dobrze, że jakoś zdążyłam, bo u matematyczki to nie ma taryfy ulgowej. Jak zwykle złośliwie skomentowała mój strój, ale co mnie to obchodzi niech mówi co chce. Nie zamierzam się upodabniać do tych wytapetowanych lasek, w miniówkach, z długaśnymi tipsami. Co z tego, że wolę czasami założyć adidasy albo trampki niż szpilki. Co z tego, że nie robię sobie ,,słitaśnych” fotek, nie maluję się i często słucham hip-hopu. Czy to źle?!
Zazwyczaj puszczam złośliwe komentarze nauczycieli i ludzi ze szkoły w niepamięć, ale do naszej klasy doszedł ,,nowy” - mega przystojniak. Nie to, żeby kręcił mnie tylko wygląd. No, ale przecież chyba fajnie jest mieć na czym zawiesić oko. A tak naprawdę to w głębi duszy miałam nadzieję, że on jest inny niż cała ta reszta. Bardziej wyrozumiały i tolerancyjny. Miałam nadzieję, że on mnie zrozumie, bo nie wyglądał jak chłopcy z mojej klasy - szerokie spodnie i luźna bluza. A ja przecież nie miałam zbyt wielu przyjaciół nie mówiąc już nawet o chłopaku.
Bardzo liczyłam na to, że wywiąże się między nami nić porozumienia, ale nie miałam nigdy odwagi zagadać do niego. Jak usłyszałam: Kowalska, do tablicy, ale szybciej, szybciej! - to myślałam, że padnę tam trupem. W ogóle się nie uczyłam. Ale skąd ja mogłam wiedzieć, że spyta akurat mnie. Przecież nie dalej jak tydzień temu byłam przy tablicy i jakimś cudem (do tej pory jest to dla mnie zagadką) dostałam czwórkę.
Podyktowała mi zadanie, ale oczywiście miałam pecha. Nierówności, jak ja ich nienawidzę, to jest dla mnie pięta Achillesa i czarna magia. Procenty i ułamki są jeszcze wporzo, ale jak pojawiają się nierówności to ja po prostu leżę. Nie wiem co by było, gdyby nie Marek - ten nowy. Kiedy nauczycielka się odwracała albo patrzyła w okno (a matematyczka potrafi to robić przez dobrych kilka minut zapominając o Bożym świecie) on starał się mi pomóc.
Dzięki niemu jakoś wybrnęłam i dostałam trójkę. Nie jest to rewelacja, ale zawsze lepsze od pały. Po lekcji podziękowałam Markowi i spytałam jak mogę mu się odwdzięczyć. Powiedział, że byłoby mu bardzo miło gdybym poszła z nim do kina. I tak to wszystko się zaczęło.
Potem były kolejne randki, aż w końcu zostaliśmy parą. Marek przyznał, że od początku zwróciłam jego uwagę. Niedawno minął rok od naszego pierwszego spotkania, a my nadal jesteśmy szczęśliwi. Teraz pozostaje mi tylko zmienić zdanie o matematyczce, bo przecież to wszystko dzięki niej.
Ulubione
